Mój roczny eksperyment nad bezwarunkową miłością w świecie 3D

by Sandra Kaminska
7 komentarzy

Oficjalnie dnia 26.12.2020 roku zakończył się mój roczny EKSPERYMENT nad bezwarunkową miłością w świecie 3D.

Przez dokładnie rok pozwalam sobie żyć zupełnie inaczej niż dotychczas w odniesieniu do mojego zdrowia, ciała, nastawienia… wszystkiego. Naginałam tyle przekonań ile tylko się dało! Nie było dla mnie ważne czy dane przekonanie było „wspierające” czy „niszczące”. Po co? By się przekonać, czy coś w świecie 3D jest prawdziwe.

Sprawdzałam m.in.:

? Czy można nie mieć czasu?

? Czy można być spokojnym, kiedy zostawia się wszystko na ostatnią chwilę?

? Czy mogę przytyć i nadal siebie kochać?

? Czy trzeba spełniać jakieś „normy” by być kochanym?

? Czy afirmacje sprawią, że zacznę zarabiać więcej?

? Czy mogę sama sobie nadać jakąś etykietkę i zacząć w nią wierzyć mimo braku dowodów na jej słuszność?

? Czy można dokonać skoku kwantowego poza świadomością a w ziemi 3D?

? Czy pole mojego serca może „uzdrowić” największego sceptyka?

? Czy mogę sobie wmówić szczęście?

? Czy ciało wpływa na poczucie odwagi i Mocy?

? Czy blokady energii mogę usuwać w sekundę po tym, jak wrzuciłam w siebie „śmieci”?

? Czy mogę nic nie robić i być szczęśliwa?

Było tego sporo! Wszystko notowałam i codziennie zadziwiały mnie moje własne odkrycia. Równie mocno zaskakiwali mnie ludzie, jacy zaczęli się wokół mnie manifestować i zdania, jakie padały z ich ust. To nie był prosty eksperyment! Podważyłam każde przekonanie i wszystko, co wpajano mi kiedy byłam dzieckiem!

Szczerze? Do dziś wstydziłam się o nim mówić – ale też… wiedziałam że mówienie o nim, go popsuje!

Świat, jaki widzisz, to odbicie Twojego wewnętrznego świata

Znacie to powiedzenie? Jeśli się rozwijacie, to jestem pewna, że tak. Otóż, kiedy rok temu w święta postanowiłam sprawdzić, jak naprawdę działa nasza rzeczywistość, nie spodziewałam się, że będzie to tak trudne doświadczenie.

Jeśli jeszcze mnie nie znasz, musisz wiedzieć, że rok temu byłam już na zaawansowanej ścieżce cudów. Przychodziło do mnie wszystko, czego zapragnęłam. Świat duchowy i bezwarunkowa Miłość płynęły we mnie niemal cały czas. Jednak, z jakiegoś powodu chciałam wszystko podważyć.

Nie wszystko w duchowości było dla mnie jasne. Chciałam więc sprawdzić to na sobie. Nurtował mnie świat fizyczny i to, jak wiele jest w nim zniekształceń. Nie podobało mi się to, że mam wpojone np. dbanie o swoje ciało – był to u mnie rodzaj ciągłej walki. W przeszłości byłam modelką i brałam udział w wyborach Miss. To wymagało ode mnie ciągłego dbania o ciało. Moje ciało było wręcz “przedmiotem”, które musi pasować do kanonów, inaczej jest nic niewarte i zwyczajnie – brzydkie!

Nigdy nie kochałam mojego ciała. Umęczałam je na wiele sposobów, np. głodując się. Nie wiedziałam zatem czy można siebie kochać przez pryzmat ciała? Uważałam, że nawet kiedy było “w normie”, to i tak nie było wystarczająco dobre. Czy jeśli bym przytyła nauczyłabym się je kochać?

Tak samo z czasem. W duchowości wszystko jest w naszych umysłach. Okej. Ale jeśli nie mam czasu, to skąd mam go wziąć? Dostawałam odpowiedzi – klucz to dobra organizacja. Tylko, że w tamtym okresie, byłam mistrzem organizacji. To jak? Można nie mieć czasu, czy to zawsze tylko nasz wymysł? Jak mam uczyć tego innych, skoro nie mam 100% pewności, jak jest?

Od dziecka, nie potrafiłam nadawać etykietek. Wręcz bolało mnie, jak ktoś to robił. Później… wiadomo, chciałam się dopasować i mieć znajomych, co wymagało obgadywania innych. No więc… czy mogę nadać etykietkę sama sobie? Nadając ją innym obniżamy lub wzmagamy czyjąś energię, nakładając na niego tzw. “myślo-kształty”. Czy zatem, jeśli zacznę nakładać na siebie np. “jestem gadułą” – to czy nałożę na siebie taki wzorzec? Jeśli tak – oznaczałoby to, że każda afirmacja to tak naprawdę rodzaj rzucania na siebie konkretnej energii (z magii nazwałabym to rodzajem klątwy – pozytywnym lub negatywnym, w zależności od kontekstu). A jeśli tak, to WSZYSTKO byłoby programowaniem umysłu!

Czy zatem można mieć czysty umysł, który żyje w tu i teraz? Nie jest niczym skażony?

Rozumiesz? Miałam ogromnie wiele pytań, a cudze odpowiedzi mnie nie satysfakcjonowały! Dlaczego? Bo w zależności od źródła mogłam czytać same zaprzeczenia lub potwierdzenia. Chciałam sama poznać Prawdę! Chciałam stać się Prawdą!

Nigdy bym nie pomyślała, że droga do Prawdy będzie taka dziurawa!

Zaczęłam od wymazania ze swojej świadomości, podświadomości i nieświadomości wszelkich programów, na każdy temat.

To był dość trudny etap. Nie wyobrażałam sobie nawet, że jest we mnie tyle programów. Kady spisałam, każdy przeanalizowałam (jak i kiedy powstał). I oczyściłam. Oczyszczałam na każdym poziomie: ciało, umysł, duch. Więcej o oczyszczaniu programów będę uczyła w programie Infinity Unity!

Oczyszczanie trwało 2 miesiące. Byłam wtedy niemal cały czas w zamkniętym pomieszczeniu, pracując sama ze sobą i swoim umysłem, ciałem i energią. Działy się różne rzeczy, ale nic nie oceniałam, przyjmowałam takim, jakim było.

Po tych dwóch miesiącach, postanowiłam zacząć żyć inaczej niż dotychczas, w kwestii przekonań, które kiedyś rządziły moim życiem.

Głównym moim przekonaniem było: jesteś leniem, nadajesz się tylko na sprzątaczkę!

Wpojone z czasów, kiedy chodziłam do szkoły podstawowej. Wierzyłam w nie tak mocno, że rozwalałam wszystko, czego się nie chwyciłam. Nie potrafiłam wspiąć się “wystarczająco wysoko”, bo w połowie drogi zawsze się poddawałam.

Tym razem postanowiłam więc cisnąć! Tak na maksa, że aż mi czasem tchu brakowało! Potrafiłam pracować 24/7! Dosłownie! Kto oglądał mnie na Instagramie, może pamiętać moje nieprzespane noce, bo akurat tworzyłam kursy, albo pisałam teksty. Umawiałam klientów w dogodne dla nich godziny, a sama całą resztą zajmowałam się “pomiędzy”.

Czy było to łatwe? Banalnie proste. Po prostu – robiłam swoje, nie patrząc na nic wokół. Dziadek mówił – nie możesz tak ciągle pracować! Ale ja nic sobie z tego nie robiłam, testowałam moje nowe przekonanie i to jak się z nim żyje w 3D. No i… powiem wam, że zrozumiałam, jak niektórzy wpadają w pracoholizm.

Było to ciekawe, pokazałam sama sobie, że mogę. I że naprawdę nie ma żadnych ograniczeń, ale… kosztem innych wartości. Zaraz sami się przekonacie, że “równowaga”, to klucz do czegokolwiek!

Czas w 3D istnieje i ma się świetnie!

Czy można nie mieć czasu? Zawsze miałam dużo czasu! Na wszystko, na co chciałam, go znalazłam. Nie czaiłam, jak mi ktoś rzucał “nie mam czasu”. No ale, to przekonanie też oczyściłam i chciałam wypróbować, jak to jest, kiedy jednak nie ma się czasu.

Pracowałam niemal cały czas, więc kiedy ktoś chciał się, ze mną spotkać – nie miałam czasu. Nie wiedziałam, jak to się dzieje?

Aż po kilku miesiącach takiego trybu uzmysłowiłam sobie dwie ważne rzeczy:

  1. W świecie 3d jest czas!
  2. To ty decydujesz, co z tym czasem robisz!

Eureka! Może brzmi banalnie prosto, ale wiesz, co to oznacza? Że jeśli mówisz, że nie masz czasu, to znaczy, że decydujesz by poświęcić go na coś innego! W świecie 3D jest czas! Nie można go nie mieć! Można go jedynie poświęcić na to, co uznaje się za bardziej wartościowe. Czyli np. odmawiasz spotkania, ze znajomymi, bo chcesz podkreślić, jak bardzo zapracowana jesteś. A za tym może się kryć chęć aprobaty od innych, czyli docenienia.

To zawsze jest Twój wybór! Kiedy to zrozumiałam, dotarło do mnie, że naprawdę mówienie “nie mam czasu” to brednie. Stoi za tym kilka innych przekonań, które zazwyczaj nam nie służą…

No i tutaj znowu kluczowa okazała się równowaga! Czasu mamy dużo – tylko korzystać z niego trzeba się nauczyć!

Spokój jest w tu i teraz

Testując spokój, zaczęłam robić wszystko, absolutnie wszystko, na ostatnią chwilę! Byłam tym wykończona. Wkurzałam się, kiedy coś nie szło po mojej myśli, bo choć robiłam to na ostatnią chwilę – to chciałam zdążyć.

Szarpałam własne nerwy do granic wytrzymałości. Wpadałam w złość, bezradność – i z zaciekawieniem obserwowałam te emocje. W ich natłoku stawałam się tak niemiła dla wszystkich wokół, jakbym chciała im pokazać, jak wielkim męczennikiem życia jestem. Śmieszy mnie to, nawet kiedy o tym piszę.

Z tego przekonania, że można być spokojnym zostawiając wszystko na ostatnią chwilę, chciałam zrezygnować jak najszybciej. No ale eksperyment trwał w najlepsze… Często Podróżnicy mówią mi, że nie da się być spokojnym, kiedy dzieje się x, y lub z.

Musiałam to więc sprawdzić na sobie. I wiesz co? Spokój jest w tu i teraz! Spokój to Twój stan umysłu – musisz tylko znaleźć do niego drogę i rozbroić to, dlaczego wolisz się denerwować, niż uspokoić!

Zazwyczaj te negatywne emocje to właśnie pokazywanie “patrzcie jaka jestem biedna i nieszczęśliwa” – to wołanie o litowanie się nad nami – karmienie się cudzą energią.

Udało mi się wypracować spokój. Choć wymagało to szczerej rozmowy z samą sobą. Po pierwsze: musiałam wyjaśnić innym, że kiedy mówię “nie mów do mnie”, to oznacza, że mają naprawdę nic do mnie nie mówić, najlepiej, żeby udawali, że nie istnieję. Kiedy ego nie ma publiki, zaczyna się stopować.

Stąd była już krótka droga do praktyki oddechowej, która powodowała, że zwyczajnie “nie chciało mi się złościć”. Zaczęłam WYBIERAĆ SPOKÓJ! Świadomie, nawet jeśli wszystko szło zupełnie nie tak, jakbym chciała!

Najlepiej wiedzą, o tym podróżnicy w programie “Pokochaj Siebie”. Nowe moduły miały się pojawiać w poniedziałki. Ponieważ zostawiałam wszystko, na ostatnią chwilę, to przesyłałam filmy właśnie w poniedziałek. Problemy z internetem to była nasza cotygodniowa rutyna. Kilka razy moduły wskoczyły w inne dni, nawet live nam kiedyś nie zadziałał, bo internet nie chciał współpracować. I co – spokój, to było moje jedyne rozwiązanie! Inaczej umarłabym, po pierwszym tygodniu programu. 😉

Czy mogę przytyć i nadal siebie kochać?

Najtrudniejsze… Ja miałam przekonanie, że zawsze trzeba WALCZYĆ, by wyglądać dobrze. Głodzić się, jeść samą trawę, ćwiczyć, cokolwiek… a i tak moje ciało było dla mnie niewystarczające!

By to podważyć, zaczęłam sprawdzać takie coś “nie ćwiczę, jem co chcę i kocham siebie – czy czuję się z tym dobrze”?

W ciągu roku, mogłabym policzyć na palcach jednej ręki ile razy poćwiczyłam. Jadłam dosłownie, co chciałam i kiedy chciałam. Czy kochałam siebie? O matko! W życiu nie kochałam siebie bardziej!

Co ciekawe, za tym poszły kolejne przekonania związane z ciałem. Nie depilowałam się, nie robiłam paznokci, nie farbowałam włosów, nie doklejałam rzęs, nie robiłam brwi henną, a malowałam się jak mi się zachciało, a nie za każdym razem, kiedy szłam “do ludzi”.

Odkryłam, że kochanie siebie nie wiąże się z ciałem (ani niczym innym), a z wybieraniem siebie!

Wybieram siebie! To jest motto bezwarunkowej miłości!

Nie chodzi o walkę, nie chodzi o to, by spełniać czyjeś oczekiwania, by dopasowywać się do czyichś norm – chodzi o wybieranie siebie! Nie, bo “tak wypada”, “tak trzeba”, “tak musisz”, a “tak nie możesz” czy “tak się nie da” – kij w oko tym wszystkim wielkim zakazom, nakazom i wpojonym “prawdom”, jeśli to nie jest Twój wybór – świadomy, sprawdzony i podważony, to nie pokochasz siebie, bo będziesz traktować siebie przedmiotowo i bez szacunku do własnej Prawdy!

Wtedy zrozumiałam, dlaczego we wszystkich swoich związkach, byłam traktowana bardzo przedmiotowo – bo ja sama siebie tak traktowałam!

Więc tak: można kochać siebie nawet jeśli się przytyje i o siebie nie dba! Ale! Ale kochając siebie chcesz o siebie dbać! Po swojemu i w zgodzie ze swoimi wartościami, ale chcesz o siebie dbać!

Ja np. odkryłam, że ja potrzebuję ruchu! Potrzebuję być na świeżym powietrzu, nie dlatego, że chcę by moje ciało pasowało do jakiegoś kanonu, ale po to by czuć się w tym ciałku dobrze. By wiedzieć, że ono jest zdrowe, zadbane, że ma odpowiednie paliwo. Nie chcę dawać mu “śmietnika”, bo wtedy mój umysł i dusza też się duszą oparami toksyn!

Niby nauczyciele duchowi o tym mówią, że kochanie siebie, to wybieranie siebie, że to dbanie o siebie – ale ja kiedyś (katując swoje ciało), też myślałam, że o siebie dbam. Różnica jest taka, że kiedyś walczyłam, a teraz? Teraz dbanie o siebie ma inny wymiar, z poziomu prawdziwej Miłości!

To było wspaniałe doświadczenie. Dziś już ćwiczyłam, biegałam, ale wiecie… z przyjemnością! Biegłam 5 minut, a później szłam spacerkiem!

Kiedyś by mi się wyjść nie chciało, żeby 5 minut pobiegać, bo przecież to trzeba się przynajmniej 45 minut katować, jakim solidnym treningiem. Czujecie różnicę? Nie mówię, że nie będę nigdy robić 45 minut intensywnych ćwiczeń, mówię tylko, że teraz wybieram, to co jest dla mnie najlepsze i co sprawia, że się bawię i uśmiecham, a nie walczę i jęczę, że nie mam siły!

Ciało wypływa jednak na poczucie mocy i odwagi! W zależności od siły innych przekonań. Mocno to odczułam po słowach brata, kiedy moja moc upadła (o tym poniżej). DLatego właśnie – należy o nie dbać, w zgodzie ze sobą i pielęgnować podejście do niego – własne, a nie narzucone.

Normy bycia kochanym nie istnieją

Tu w zasadzie mogłabym już skończyć wypowiedź, ale nie będę taka… Każdy, bez wyjątku, zasługuje na miłość! I uwaga! Nie ma jednej miłości! Inaczej kocha się dziecko, inaczej męża, inaczej rodziców, a inaczej wroga!

Nie ma jednak znaczenia, jak dana osoba wygląda! Nie ma znaczenia! Swego czasu zaczytywałam się w komentarzach na profilu Kai z @ciałopozytyw. Byłam w szoku, jak ludzie potrafili wylać swój jad na to, że ktoś ma włosy pod pachami, włosy na nogach albo ma ciemną skórę, czy jest otyły…

Swoim tyciem i odstawieniem różnych form “pielęgnacyjnych” narzuconych na kobiety, sama chciałam sprawdzić, czy można być kochanym w każdej formie!

Można. Tata i Mama nadal mnie kochają. Bracia też, choć raz jeden z nich dał komentarz na mój wąsik, mówiąc “Sandra chyba czas zgolić wąsik”. Było to dla mnie bardzo przykre i poczułam, jak te “normy społeczne” potrafią ranić – tym bardziej później popatrzyłam w lustro na ten “wąsik” i powiedziałam “kocham cię”.

Partner również mnie kocha! Co ciekawe, wkroczył do mojego życia w połowie mojego eksperymentu. Wcześniej znał tą mnie, która ciągle była niezadowolona, ze swojego wyglądu i wciąż walczyła, by pasować do jakichś norm. Tym razem pokazałam się jako ktoś inny, on oczywiście nie wiedział o eksperymencie.

Widział, że dbam o siebie inaczej niż dotychczas i że jem kiedy chcę i tyję… Czasami próbował powiedzieć coś w rodzaju “nie można tak późno jeść, bo to się później odkłada”. Nie wnikajmy czy miał rację czy nie – nadal mnie kocha. Jego słowa uznawałam za przejaw troski, ale tłumaczyłam mu, że sama mogę wybierać, kiedy i co jem.

To było super doświadczenie! Kochajcie siebie i innych – każdy na o zasługuje, wygląd nie jest ważny!

Czy afirmacje sprawią, że zacznę zarabiać więcej?

Tak! To był szok! Zawsze sceptycznie podchodziłam do afirmacji i intencji. No ale… skoro oczyściłam blokadę, to zaczęłam afirmować.

To był taki ciężki szok dla mnie, że do teraz nie mogę się z niego pozbierać! I oczywiście, to też (w sumie wszystko o czym tutaj piszę) będzie w programie Infinity Unity!

Zaczynałam od zera, a nawet z długami. W momencie rozpoczęcia pracy z intencjami i afirmacjami, zaczęłam od podstaw, czyli od samego otworzenia się na branie i dawanie. Miałam też afirmację, że pieniądze zawsze są. No i były! Nieważne skąd, bo nie o to chodziło, ale były!

Później sprawdzałam konkretne kwoty i ze zdumieniem parzyłam, jak one do mnie “płyną”. Obojętnie jak było “źle”, to one po prostu się pojawiały, jakby dosłownie Wszechświat się ze mną bawił i przesyłał mi je “z nikąd!”.

Wciąż się tym bawię, choć w tym całym eksperymencie, po integracji pola serca, przestaje chodzić o pieniądze, a obfitość, którą się po prostu jest!

Podsumowując: afirmujcie. Jeśli coś nie działa, to albo wasze wzorce, albo forma afirmacji, bo one DZIAŁAJĄ!

Czy mogę sama sobie nadać jakąś etykietkę i zacząć w nią wierzyć mimo braku dowodów na jej słuszność?

Tak. Budując swoją nową świadomość wykonałam medytację skoku świadomości (dostępna w programie Infinity Unity). Ta medytacja, dosłownie daje Ci “etykietki”, potrzebne Ci do osiągnięcia tego, co tylko chcesz.

Tylko że zazwyczaj potrzebne są np. jakieś umiejętności czy postawa, której nie masz. U mnie było to np. łatwe nawiązywanie kontaktów. Totalnie coś, czego nie mam.

Nie miałam też żadnego dowodu na to, że potrafię to robić, tak na luzie i bez spiny. Jednak, nadając sobie taką etykietkę, czy może bardziej – nową tożsamość, w czasie soku świadomości, to się stało moją rzeczywistością.

Zupełnie jakby cała moja Energia dostroiła się do umiejętności, która jest mi niezbędna do tego, by osiągnąć to, co jest dla mnie ważne!

Czy to oznacza, że dosłownie możemy wgrać w siebie, to, co jest nam potrzebne? Tak, ale do tego potrzebne jest uprzednie oczyszczenie przekonań, które nas blokują.

Co ciekawe, takie programowanie może być dowolne, na drugim stopniu świadomości czyli “gracza”, na etapie “kreatora” jest to już spójne z naszym najwyższym dobrem, więc pozbawione wszelkich zniekształceń.

Skąd wiemy, czy coś jest zniekształcone? Po tym, czy patrzymy umysłem czy sercem.

Jak poznać widzenie Sercem? To jest stan nie do podrobienia, większość prawie, go nie zna, a kiedy już przyjdzie – nie chcemy widzieć inaczej. Będę tego uczyła dokładnie i krok po kroku w programie Infinity Unity!

Czy można dokonać skoku kwantowego poza świadomością, a w ziemi 3D?

Ja pierdziele! Można! Szok! O skokach kwantowych świadomości gadam, już od dawna. Ale skok kwantowy w ziemi 3D? Poza świadomością? Taki… namacalny! Ja pierdziele!

Do teraz nikomu tego nie powiedziałam. Trzymajcie się, bo możecie spaść z krzesła!

Zagięcia rzeczywistości to… realia. Jadąc samochodem (w zasadzie wszystkie przypadki tyczyły się jazdy samochodem), kilka razy dosłownie “przeskoczyłam” w inne miejsce, albo zrobiły to samochody wokół!

Dosłownie jakbym dostroiła się do “bezpiecznej” wersji wydarzeń. Wykluczam to, że usnęłam, że byłam nietrzeźwa, że miałam omamy, że mi się przewidziało itp… To jest tak “silne” doznanie, że nie da się go podrobić.

Po fakcie patrzyłam w lusterka z oczyma jak 5 zł i powtarzałam “wow, wow, wow”. Także… WOW!

Nie polecam próbować osobom, które dopiero wchodzą w duchowość, bo tu sukces generuje ogrom poddania się i wiary. Opór, tak jak w przypadku skoku kwantowego świadomości – prowadzi do katastrofy.

Wiem, że to temat “gorący”, ale w rozwoju cierpliwość i pokora to podstawa!

Inne cuda i cudeńka

Wpis już wyszedł bardzo długi… więc teraz w skrócie:

Czy pole mojego serca może „uzdrowić” największego sceptyka?

Tak! Pole serca wpływa na wszystko wokół, uzdrawia dosłownie swoją Mocą. Nasze uzdrowione wnętrze, uzdrawia wszystko i wszystkich! Całą naszą rzeczywistość – ale zaczynamy zawsze od siebie! Więcej w programie Infinity Unity – będziemy wchodzić w pole serca na 111% i obserwować cuda wokół!

Czy mogę sobie wmówić szczęście?

Tak! Bo to stan umysłu! W umyśle możesz wmówić sobie wszystko, ale tylko z rzeczy, których istnienie znasz i nazywasz!

Tu sprawdza się zasada “nie znam więc nie widzę”

“Niewykluczone zresztą, że dawni ludzie nie postrzegali tego koloru w taki sposób, w jaki widzimy go dziś. Tu bowiem pojawia się odwieczne pytanie: »Czy można coś dostrzec, nie mając na to coś słowa?«. Prof. Jules Davidoff z Goldsmiths University w Londynie przeprowadził doświadczenie związane z rozróżnianiem koloru niebieskiego od zielonego przez ludność z plemienia Himba w Namibii. Okazało się to dla nich bardzo trudne. Naukowiec pisał: »Plemię Himba posługuje się tylko własnym językiem. Jest w nim bogactwo słów dotyczących hodowanego przez nich bydła, ale prawie nie ma słów określających kolory – jest tylko pięć takich określeń«. Brak wśród nich koloru niebieskiego. Z kolei granatowy i czarny mają u nich wspólną nazwę.”

Czy blokady energii mogę usuwać w sekundę po tym, jak wrzuciłam w siebie „śmieci”?

Nie! I to wiem, po tym jak jadłam co i kiedy chciałam. Tzn… świadomość nie chciała jeść śmieci, ale podważanie przekonań uwzględniało ich sporo.

Po tym, jak się obciążyłam, potrzebowałam czasami cały dzień na odzyskanie swojego przepływu energii!

Cały dzień, a ja pracuję z Energią, w przypadku mniej świadomego człowieka, to jest jak codzienne wbijanie sobie gwoździa do trumny.

Złym trybem życia, jedzenia, stresem itp. itd. Nie wyobrażam sobie, by tak żyć!

Kiedy to się staje “codziennością”, łatwo zatracić tą różnicę, jak to jest żyć “zdrowo”, a jak to jest żyć, na 1% baterii… A różnica jest ogromna! Możesz żyć albo wegetować. Wybieram, by żyć!

Czy mogę nic nie robić i być szczęśliwa?

Szczęście to stan umysłu, więc można powiedzieć, że tak. Ale też, nie oszukasz siebie, jeśli robisz coś wbrew sobie. Dla mnie nic nierobienie, to działanie wbrew sobie i marnowanie cennego życia.

Dlatego zdecydowanie cieżko mi było być szczęśliwą nic nie robiąc permanentnie! Ale! Jeśli pod “nic nie robić” kryje się – wybieranie siebie i odpoczywanie w momencie, kiedy nie ma się na nic siły, to jest to pełnia szczęścia!

Potrafię po męczącym dla mnie czasie przespać pół dnia i… i jestem szczęśliwa, bo wybrałam siebie, a nie katowanie swojego ciała, umysłu i ducha. Baterie trzeba ładować, a my ludzie jesteśmy na baterie. Warto dbać, by były naładowane, a nie wypruwać sobie flaki, walcząc na 1%!

Ufff, mamy to!

Było tego dużo, dużo więcej… ale to takie “najważniejsze” odkrycia, jakimi chciałam się podzielić.

Czuję, że to właśnie ten eksperyment doprowadził mnie do pełni mojej Mocy! Kochając i znając siebie! Mogąc wszystko podważyć, ale też kierować moimi Podróżnikami w stronę tej Uniwersalnej Prawdy, która jest Nieskończoną Jednością!

You may also like

7 komentarzy

Ewelina Maria M. Kulas 27/12/2019 - 10:39 pm

Rewelacyjny wpis ! Bardzo dużo mi pokazał, kilka rzeczy potwierdził. Zapewne zdecyduje się na kurs u Ciebie 🙂 Przytulam ❤

Reply
Sandra 27/12/2019 - 11:55 pm

Ależ cudownie mi to czytać! <3 Zatem serdecznie zapraszam na listę oczekujących na kurs: https://sandrakaminska.eu/infinity-unity/

Reply
Natalia 27/12/2019 - 11:53 pm

Dziękuję za ten wpis. Sama na sobie sprawdziłam też kilka rzeczy. Cenne dla mnie są Twoje obserwacje. Dziś rano pomyślałam o tym jak wyjątkowymi jesteśmy istotami, że sami możemy kreować swoją rzeczywistość. Mamy moc. Niech wie o tym każdy!
Uściski dla Ciebie <3

Reply
Sandra 27/12/2019 - 11:57 pm

Prawda, że to jest wspaniałe! Mamy wolną wolę i możemy naprawdę tworzyć cuda, kiedy nakierujemy się na Prawdę, a nie złudzenia! Coś pięknego! Dziękuję za Twój komentarz <3

Reply
Kasia 28/12/2019 - 12:58 am

Niezwykłe to wszystko! Bardzo się cieszę, że Cię znam ❤?

Reply
Kasia 28/12/2019 - 8:21 am

Ach, niesamowity post! Wcale nie czułam, że długi, bo tak lekko i zabawnie napisany:) A cały eksperyment… WOW… mega szacun…za odwagę na drodze podważania wszystkich przekonań w poszukiwaniu swojej prawdy!!! Jestem bezgranicznie wdzięczna za Ciebie Sandra, jesteś ogromną inspiracją, a każda sesja u Ciebie to milowy krok na drodze do wolności!!! Dziękuję!!! ❤❤❤

Reply
Ania Siewior 15/01/2020 - 8:58 pm

Wspaniały wpis ❤️

Reply

Leave a Comment